Wielkanoc: O gonieniu razemuków

Tutaj, na Warmii, w otoczeniu czerwono ceglanych zamków i kościołów Reszla, Biskupca, Lidzbarka Warmińskiego, Ornety, Dobrego Miasta, aż po zalew wraz z Braniewem i Fromborkiem, Wielkanoc była największym świętem dla miejscowej ludności katolickiej. Niemniej jednak pradawne pogańskie zwyczaje z okresu plemion pruskiego lub zwyczaje przybyłych do Prus Wschodnich imigrantów przeplatały się z chrześcijańskimi. Tak opowiada o tym nasz Warmiak, pan Lilienweiß z Arnsdorf:

 „Cóż, w Wielkim Tygodniu było czasem trochę zabawnie. A zaczynało się w Wielką Środę (niem. Krummittwoch). Rozpoczynały się wtedy różnego rodzaju „Spoßches“ (zabawy) i było bardzo śmiesznie. Każdemu, kto nie był ostrożny, wylewano wiadro wody na głowę. Kończyło się to na ogół przerażeniem i jak najszybszą ucieczką. Nazywaliśmy to „dat Rosemuckejoage”. W tym czasie odbywały się różne tego typu psoty. Pamiętam jeszcze: jak byliśmy w oborze, była tam długa drabina, która prowadziła do szopy. Parobkowie byli już na szopie z wiadrami pełnymi wody i solidnie polewali innych – a przy drabinie stała jedna z dziewcząt – to była Martha – która miała zatrzymać te wygłupy i złapać te rozemuki. I wtedy się zaczęło: „Uważaj Martho, podejdź teraz, chodź teraz” – nagle z góry wylano wiadro wody i Marta była cała mokra. Oczywiście krzyczała i klęła sowicie, a zabawa trwała nadal.”

Kim są upiorne rozemuki?

Ilustracja z „Ostpreußenblatt“ rocznik 3 / numer 12,
Hamburg 25 kwietnia 1952

Ruth Geede pisała w „Ostpreußenblatt“:

 „Kochani Ziomkowie,

Kiedy byłam dzieckiem moja mama opowiadała mi o razemukach (niem. Rasemucken), małych duchach mieszkających na bagnach. Można by było napisać cały traktat o tych potworach, o których opowiadano w całych Prusach Wschodnich, ponieważ ich losy i wygląd są tak różne, jak ich nazwa – Rosebock, Rasemoch, Rosemack, Rasemuck – ale zawsze jest to istota demoniczna, która robi dużo głupstw i żartów. Ale dowiedziałam się od starszej mieszkanki Prus Wschodnich, która również pochodzi z północno-wschodniej części naszej ojczyzny, podobnie jak moja matka, że od dzieciństwa znała wyrażenie „Rosmucken” –  jako piegi! Może dlatego, że wyglądają tak śmiesznie, jakby tańczyły na zadartym nosie dziecka.”

Ilustracja z „Ostpreußenblatt“ rocznik 3/ numer 12, Hamburg 25 kwietnia 1952

Czy Rasemucken to tylko termin określający coś nieistniejącego, służący do wytłumaczenia tego niewtajemniczonym? Wyobrażano sobie coś konkretnego? Ludzi lub zwierzęta? Skrzaty takie jak „Barstucken“ pod progiem domu, czy też takie jak płonące „Sperkukse” w piecu? W poszczególnych częściach Prus Wschodnich wyobrażano je sobie zupełnie inaczej. W Prusach Górnych wokół jezior pomiędzy Pasłękiem, Morągiem, Ostródą aż do Prus Zachodnich nazywano je „Rosbock“ lub „Roschbock“ (niem. Bock – pl. kozioł). Nie wyobrażano sobie jednak, że są to jelenie, czy kozły. W tej okolicy „Roschbockjagen“ (polowanie na Roschbocka) odbywało się w noc sylwestrową, gdzie indziej także w ostatki. W Prusach Górnych oraz na Warmii, gdzie mówiono dialektem śląskim oraz innymi górnoniemieckimi dialektami, słowo to miało wyłącznie niemieckie pochodzenie i brzmiało „Rosebock“, spokrewnione z „Rosenmontag“, „Rasenmontag“ – obecnie to ostatni poniedziałek karnawału. Samą nazwę tego dnia jedni wywodzą aż z XI w. i zwyczaju wręczania przez papieża w karnawale złotej róży (Rose) jakiejś zasłużonej osobie. Bracia Grimm proponowali inne wyjaśnienie. Według nich nazwa ta pochodzi od słowa Rasenmontag, (słowo „rasen” oznacza „szaleć, wariować”). Dzisiejszy Różany Poniedziałek był więc historycznie „rasender Montag” – „szalonym poniedziałkiem”.  W związku z tym „Rosebock” może oznaczać kogoś/coś szalonego.

Na Mazurach, wielkiej krainie jezior między Ełkiem a Nidzicą, gdzie potomkowie mazowieckich imigrantów, pomimo przynależności do Prus i pomimo ich protestanckiej wiary, zachowali dialekt słowiański, występuje nazwa „Rosemak” lub „Rosemock” i oznacza łobuza, rosomaka, potwora. Natomiast w terminologii kaszubskiej, w gwarze kociewskiej „Rosemock” pojawia się jako roztrębach.

W zasiedlonej przez Litwinów północnej części Prus Wschodnich, a także na niektórych obszarach Mazur, używano tego słowa jako przekleństwa. Temat wyrazu „Rosemock” oznacza „rozwalać”, a starosłowiańskie słowo „smok” oznacza ducha domowego, rodzaj rumpelsztyka (karła), który hałasuje i wszystko psuje, lub smoka, zwierzę baśniowe. Duch ze strychu, nasz „Lucht”, jest także obecny w innych częściach Niemiec. W Szlezwiku-Holsztynie wypędzano go miotłą ze spichlerza, zanim nadeszły nowe żniwa. Przeganiano go także ze stodoły,  a podczas żniw na zewnątrz łapie się ostatnim snopem zwierzę. W południowych Niemczech jest to „Sommerwolf“  („letni wilk”) lub zając, również sarna, która przypomina naszego górno pruskiego „Roschbocka”.

Wypędzanie razemuka było kiedyś zwyczajem związanym z przeganianiem zimy lub „Judasjagen“ (wypędzanie Judasza) w czasie wielkanocnym w innych częściach Niemiec. Dopiero później stało się to żartobliwym dokuczaniem w połączeniu z polewaniem wodą.


Źródło: „Vom Festefeiern in Ostpreußen”, Hedwig von Lölhöffel-Tharau, Hamburg 1987